Cmentarz żydowski w Mińsku Mazowieckim od wielu lat systematycznie popada w ruinę, po cichu rozbijane są kolejne płyty nagrobne. Te, które jeszcze stoją, upstrzone są wulgarnymi i antysemickimi napisami. Usytuowana na uboczu miasta nekropolia porośnięta jest gęstymi krzakami. Dziś wszędzie pełno jest butelek. W najbliższych okolicach stojącego tu ogromnego pomnika, upamiętniającego tragiczny los Żydów rozpościera się dywan szkła i petów. Czasem w biały dzień zdarza się, zobaczyć w tym miejscu także rodzinne pikniki. W 2007 roku dzięki staraniom osób związanych z Gminą Żydowską w Warszawie, cmentarz żydowski w Mińsku Mazowieckim doczekał się szczegółowej inwentaryzacji. Spis nagrobków został opublikowany na stronie internetowej www.jewish.org.pl/minsk oraz cemetery.jewish.org.pl/list/c_14
Mazowiecki cmentarz znajduje się w pobliżu ul. Dąbrówki, ok. 800 m od rynku (pl. Dąbrowszczaków). Otoczony przez garaże, warsztaty i magazyny ma ok. 1 hektara. Ogrodzony jest częściowo parkanem z betonowych prefabrykatów, częściowo porwaną drucianą siatką. Wchodzi się stale otwartą drewnianą bramą z Gwiazdami Dawida. Na wprost niej wyrasta potężny kamienny monument z 1967 r., odsłonięty w 25. rocznicę likwidacji tutejszego getta i wywiezienia jego mieszkańców do Treblinki. Dalej, w cieniu drzew, stoi kilkaset piaskowcowych macew. Już od wejścia na cmentarz widać przerzucone przez ogrodzenie worki ze śmieciami. Niemiłosierny bałagan panuje wokół centralnego pomnika - pełno tu plastikowych butelek, torebek po czipsach, papierów. Sam monument upstrzony jest bazgrołami. Ale nie tylko on. Chodząc po kirkucie, co chwila natrafia się na sterczące butelki po piwie lub wódce. Na jednym grobie ktoś zostawił różową bluzkę, na innym namazał czarną farbą "Jude raus" i znak swastyki.
Według społeczników z Towarzystwa Przyjaciół Mińska Mazowieckiego napisy te pojawiły się już kilka lat temu. Od tamtej pory nie przybywa nowych, ale istniejących też nikt ich nie usuwa. Kirkut jest za to miejscem pijackich spotkań.
- Wielokrotnie zwracaliśmy na to uwagę przedstawicielom miasta i Gminy Żydowskiej. Bez efektu. Przez lata wszystko rozbijało się o spór o to, kto jest właścicielem cmentarza - mówi Tomasz Adamczyk, prezes Towarzystwa Przyjaciół Mińska Mazowieckiego.
Do warszawskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej miński kirkut należy od sierpnia. Jej rzeczniczka Joanna Korzeniewska zapewnia, że od momentu odzyskania Gmina cyklicznie go porządkuje. Napisów z pomników nie zdążyła jeszcze usunąć. Takich cmentarzy ma jednak pod opieką 74 i - jak podkreśla pani rzecznik - nie jest w stanie zagwarantować ochrony wszystkim obiektom.
- Nie mamy funduszy na monitoring ani inne specjalne zabezpieczenia. W mieście są służby, które mają obowiązek dbać o bezpieczeństwo mieszkańców i obiektów miejskich. My zapobiegać aktom wandalizmu możemy jedynie przez edukację i wychowanie w poszanowaniu takich wartości jak szacunek dla religii, ale też cudzej własności - oświadcza rzeczniczka Gminy Żydowskiej.
Czy zatem cmentarz pozostanie wysypiskiem z antysemickimi napisami? Korzeniewska informuje, że przedstawicielka zarządu Gminy próbowała rozmawiać na ten temat z poprzednimi władzami miasta, lecz te nie były zainteresowane współpracą przy ochronie kirkutu. Tylko policja obiecała wtedy zwiększenie patroli.
- W Mińsku są społecznicy, którzy chcą się zająć cmentarzem. Nie ma tylko woli ze strony miasta, by w tym pomóc. Urzędnicy mówią: "To własność Gminy Żydowskiej", ale ona przecież nie zorganizuje partoli. Tu musi ktoś na bieżąco obserwować i reagować. Bez zaangażowania miasta nic się nie uda. To jest jego moralny obowiązek, jego dziedzictwo - mówi Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego.
W piątek Gmina Żydowska wysłała do władz miasta list z prośbą o jak najszybsze spotkanie z udziałem Towarzystwa Przyjaciół Mińska Mazowieckiego i policji w celu "wypracowania wspólnego stanowiska i podjęcia konkretnych działań" chroniących cmentarz.
Źródło: GW, jewish
Foto: Maciej Łokietek


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.