• Wiadomości
    • Wiadomości
    • Co, gdzie, kiedy
    • Święta, kalendarz i cykl życia
  • Kultura i sztuka
    • Kultura i sztuka
    • Historia
    • Muzyka
    • Kuchnia
  • Społeczność
    • Forum dyskusyjne
    • Społeczność Żydowska w Polsce
    • Izrael
    • Opinie, komentarze
    • Dzieci
    • Pomoc społeczna
    • Antysemityzm
    • Żydowskie IT i Helpdesk
  • Cmentarze
  • Linki
  • Poczta
  • Współpraca i kontakt
    • Współpraca i kontakt
    • Reklama i promocja
קוסמטיקה תוצרת ישראל
Izraelskie Kosmetyki
z Minerałami
z Morza Martwego

www.monplatin.pl
sprawdź >>

Urke Nachalnik czyli Łomża niepasteryzowana
There are no translations available.

Miał zostać rabinem a został złodziejem. Miał skończyć w rynsztoku lub zgnić w więzieniu a zginął, można by powiedzieć, jako bohater. Miał być znanym rebe, wręcz cadykiem a stał się literatem. Może nie z najwyższej półki, ale za to doczekał się sławy i uznania zarówno w Polsce jak i w USA. Jego życie to wzloty i upadki. Jak sinusoida wspinał się na szczyty rozwoju duchowego by spaść w bagno zbrodni i rozpusty i na powrót wydostać się do świata ludzi szanowanych. Taki był los Urke Nachalnika, przedwojennego celebryty spod ciemnej gwiazdy, autora m.in. autobiograficznej książki „Życiorys własny przestępcy”, która przyniosła mu sławę i zainteresowanie szerokiej publiczności.

Pomimo, że wielu zarzucało mu megalomanię i ubarwianie zarówno swojego życiorysu jak i zdarzeń, w których brał udział, trzeba mu przyznać, że potrafił wykorzystać rozgłos. Wyszedł poza krąg żydowskich czytelników i znalazł grono odbiorców wśród polskiej społeczności, tak głodnej ciekawostek i sekretów światów przed nimi zamkniętych. Uczniowie jeszibotów, złodzieje, prostytutki, bandyci. Wszystko to tak powszechne na przedwojennej ulicy, dla przeciętnego Kowalskiego czy Zilbermana było bardziej egzotyczne niż ludy Tasmanii i Wysp Galapagos. Zanurzali się w lekturze i upajali się opowieściami tego podróżnika, który wrócił z tak bliskiej „wypraw”.

Icek Farbarowicz vel. Urke Nachalnik

Nie ma potrzeby przytaczać tutaj życiorysu Nachalnika. Wszytko można odnaleźć w jego książkach i wielu artykułach, które na jego temat powstały. Każdy zainteresowany bez trudu może prześledzić jego losy i poznać przyczyny jego upadku. Ze wszech miar warte polecenia, zwłaszcza, że od opublikowania „Życiorysu...” minęło już ponad 70 lat. Świat, o którym pisał, tak jak i on sam, zniknął zamordowany i zniszczony. Te okruchy, które po nim pozostały przeniosły się do cieplejszych krajów, stając się jeszcze bardziej egzotyczne. Nie ma już w Polsce jeszibotów a i złodziejska ferajna nie przystaje do tej przedwojennej. Autor unika podawania nazw miejscowości, nazwisk a nawet imion, aby nie zostać oskarżonym o pomówienie i ewentualne oczernienia realnie żyjących osób. Dzisiejszy czytelnik, a tym bardziej współczesny Nachalnikowi, szybko może jednak odszyfrować to, co ukryte. Realne miejsca i realne osoby czynią podróż śladami tego niedoszłego rabina wielokroć ciekawszą i zajmującą. Z perspektywy możemy również prześledzić dalsze losy bohaterów wspomnień.

Urke Nachalnik urodził się w Wiznie niedaleko Łomży. Mieszkało tam wtedy około 700 Żydów, czyli prawie tyle ilu dziś mieszka w dwumilionowej Warszawie. Naprawdę nazywał się Icek Boruch Farbarowicz. Urke Nachalnik było jego ksywą używaną w bandyckim światku. W wieku 12 lat trafił do jesziwy w Łomży. Jesziwy porównywalnej do słynnej jesziwy w Wołożynie czy Brześciu. Łomżyńska jesziwa była pierwszą tzw. litewską jesziwą na terenie Polski. Wcześniej nurt ten rozwijał się głównie na Litwie, biorąc swoje początki od Gaona Wileńskiego. Przyjęcie do jesziwy w Łomży było ogromnym sukcesem i wyróżnieniem. Było to miejsce dla studentów odznaczających się wyjątkową wiedzą i chłonnością talmudycznej nauki. Nic dziwnego, że mały Icek był żegnany z honorami przez całą żydowską społeczność Wizny. Dziś pewnie takim wydarzeniem byłoby dostanie się na któryś z prestiżowych uniwersytetów amerykańskich.  Co prawda, jak sam pisze, jego przyjęciu znacznie dopomogła hojna dotacja, złożona na ręce dyrektora jesziwy przez ojca, który był zamożnym handlarzem zbożem, ale już sam fakt przyjęcia był wystarczająco nobilitujący. Pierwsze zetknięcie z roszjesziwą, Nachalnik opisuje w następujący sposób: „(...) udaliśmy się do głównego dyrektora jeszywetu. Dyrektor „rosajszywe", przyjął ojca z należnym szacunkiem, jako dobroczyńcę tej instytucji, mnie zaś obrzucił badawczym wzrokiem, tak że dreszcze przeszły przez całe ciało. Był to człowiek w podeszłym wieku, o okazałej tuszy, z rudą, wielką brodą do pasa, przetykaną już bielejącymi włosami (...)”.

Icyk Farbarowicz znalazł się w Łomży w 1910 r., w tym czasie godność roszjesziwy piastował Rabii Eliezer Szulewicz oraz jego zięć rabi Jehiel Mordechaj Gordon. Rabi Gordon był w tym czasie jeszcze stosunkowo młodym człowiekiem, liczył zaledwie 28 lat i głównie koncentrował się na nauce i wykładach dla studentów. Rabi Szulewicz z uwagi na swój wiek, 62 lata bardziej pasuje do opisu. Z ocalałych zdjęć, przedstawiających rabina Szulewicza, trudno jasno wywnioskować kolor jego brody. Zdjęcia są czarno-białe a broda jest śnieżno siwa, a do tego dość krótka. Fotografia przedstawia tylko twarz, więc trudno potwierdzić przekaz o jego tuszy. Biorąc pod uwagę jego „litewski” charakter i stosunek do dóbr materialnych raczej ciężko uwierzyć, by reb Eliezer nadużywał błogosławieństwa przed i po jedzeniu. Nachalnik, czy to z autentycznej niechęci czy też z wyrachowanej potrzeby przypodobania się polskiemu czytelnikowi, nie opisuje swoich żydowskich braci w najlepszym świetle. Dyrektor jesziwy jest gruby, szames ślepy na jedno oko, studenci wychudzeni i zabiedzeni.

Rabi Eliazar Szulewicz

Rabi Eliazar Szulewicz był postacią wyjątkową, o czym już niewielu, przynajmniej w Polsce pamięta. Dzieło jego życia, czyli łomżyńska jesziwa, przewyższała swoim zasięgiem jesziwę lubelską rabina Mejera Szapiro. Budynek w Łomży nie był tak imponujący jak lubelski, raptem jedno piętro ze spadzistym dachem. Na pewno nie można go nazwać imponującym czy też okazałym. Lepiej by było powiedzieć, że swoim wyglądem reprezentował skromność, tak poważaną cechę w środowisku litewskich jesziw. Podobnie jak jesziwa Wołożyn czy Słobodka, cechą wyróżniającą miał być nieustanny głos studiujących Torę, a nie cztery piętra i szerokie skrzydła budynku. ,,Budynek, gdzie mieścił się jeszywet, stał mniej więcej w środku miasta na obszernym, wybrukowanym placu, w pobliżu siedziby głównego dyrektora! Sam jeszywet składał się z dużej sali, tak dużej, iż budowniczy dla podtrzymania sufitu powstawiał szereg słupów. Przy ścianie naprzeciw drzwi schodowych stał na wywyższeniu „Oren kojdesz" (arka przymierza) i ołtarz. Z obu stron sali stały rzędy ławek, na których nawet wśród nocy można było widzieć uczniów rozmaitego wieku, ba, nawet brodaczy, zaczytanych w Talmudzie”. Tak opisuje swoje pierwsze wrażenie Urke Nachalnik. Ideą rabina Szulewicza było dotarcie z Torą do ucznia a nie budowanie „świątyni”, do której uczniowie będą pielgrzymować. Zamiast tworzyć jedno centrum, do którego będą ściągać bahurzy z Mazowsza i z całej Europy, stworzył sieć jesziw podlegających pod główną jesziwę w Łomży i posługujących się jej nazwąUtworzył 12 gałęzi m.in. w Sejnach, Wiznie, Ostrowi, Jedwabnem, Makowie, Nowogrodzie, Stawiskach i Kolnie.

Sam rabi Szulewicz pochodził z Kolna odległego zaledwie o 30 km od Łomży. Podobnie jak Icek Farbarowicz, wychował się w powiecie łomżyńskim, w miasteczkach zamieszkanych przez Polaków, Żydów i Rosjan. Po śmierci matki zamieszkał w domu swojego wuja rabi Elezara Warnick w Łomży. Rabin łomżyński, Rabi Eliezer Simcha Rabinowicz, postanowił wysłać go do jesziwy dla młodzieży w Białymstoku, a stamtąd trafił do słynnej jesziwy w Wołożynie, pod skrzydła NeCiw rabi Naftali Cwi Berlina.

Wołożyn, obok Mir, był w tym czasie głównym ośrodkiem litewskiego judaizmu. Cała późniejszych generacja wielkich rabinów i poskim przeszła przez te dwie szkoły. Większość dzisiejszych jesziw stosuje metody i system nauki zapoczątkowany w XIX w. na Litwie. Studia w Wołożynie to nie było tylko pochłanianie Gemary i komentarzy. Założycielom ruchu zależało na zaszczepieniu w studentach pełnego oddania i poświęcenia Torze. Jedna z przypowieści mówi, że tak jak niezmiernie ciężko było się dostać pod opiekę NeCiw, tak w mgnieniu oka można było z Wołożyna wylecieć. Student, który słysząc dzwonek strażackiego zaprzęgu pędzącego do pożaru, podniósł głowę znad Gemary, żegnał się ze szkołą. Tak jak dla wykładowców, tak i dla uczniów najważniejsze było całkowite oddanie się Talmud Torze i jej zasadom. Nauka trwała przez 24 godziny na dobę. Studenci pełnili nocne straże, raz w tygodniu spędzali na nauce całą noc, aż do świtu. Nic, więc dziwnego, że przy takim drylu młody Eliezar Szulewicz w ciągu pięciu lat opanował na pamięć większość Szasu razem z komentarzami.

Taki tryb pracy można było jednak utrzymać będąc kawalerem. Chcąc utrzymać żonę i dom należało znaleźć pracę dającą utrzymanie. Chyba, że znalazł się teść, który widząc wybitną wiedzę i zaangażowanie przyszłego zięcia w naukę, zapewnił młodym utrzymanie i dach nad głową. Rabi Ajzik Tal z Białegostoku zaoferował swoją córkę. Postawił jednak warunek: rabi Szulewicz musiał przenieść się do Białegostoku i studiować w tamtejszej jesziwie. Porzucenie Wołożyna najprawdopodobniej nie było łatwe, ale uczyć można się wszędzie. Rabi Eliezer odnalazł tam znakomitego kompana w zgłębianiu sekretów Gemary, swojego kuzyna rabi Hertza HaLewi, późniejszego rabina Jaffy. Razem wynajmowali pokój w pobliżu jesziwy i cały tydzień spędzali na nauce. Tylko na szabat udawali się do swoich domów i niedawno poślubionych małżonek, aby w niedzielę wrócić z powrotem do jesziwy. Starali się jak to tylko możliwe oddalić konieczność przyjęcia funkcji rabina w jakiejś gminie, licząc się z tym, że pracując dla społeczności niezmiernie trudno znaleźć wystarczająco dużo czasu na studia. O ile życie małżeńskie dawało się pogodzić z czasem spędzanym w jesziwie, o tyle praca rabina wymagała zmiany dotychczasowego trybu życia.

Rabin Szulewicz przekonał się o tym na  własnej skórze. Kiedy jego żona Frida Haja urodziła mu pierwszego syna, Mosze Szmuela, ojciec rodziny musiał przyjąć stanowisko rabina w litewskim miasteczku Ejszyszki. Obowiązki rabina, rozwiązywanie spraw społeczności, wydawanie decyzji halachicznych i jednocześnie nieograniczanie czasu na naukę, doprowadziły rabina na skraj wyczerpania. Aby odzyskać stracony czas w ciągu dnia, zarywał  noce, siedząc w synagodze i tylko w ostateczności składając głowę na pulpit, aby na chwilę zasnąć i obudzić się do dalszego studiowania. Wkrótce opuścił Ejszyszki, by znowu wrócić do życia w jesziwie. Przeniósł się Kelme, gdzie poznał swojego późniejszego mentora i przyjaciela rabina Chaima Leiba Myszkowskiego (Rotenberg), zwanego również Lejbele Hasid ze Stawisk. Zetknął się również z ojcem Musaru, rabim Israelem Salanter. Musar, ruch kładący wielki nacisk na etykę i pobożność, stanie się jednym z ważniejszych elementów, które rabin Szulewicz wprowadził do programu łomżyńskiej jesziwy.

Kiedy rabi Salanter umiera w 1882 r., rabin Szulewicz przeniósł się do Łomży, gdzie postanowił otworzyć nieznaną jeszcze w Polsce jesziwę typu litewskiego. Pomimo tego, że ludność żydowska zamieszkiwała okolice Łomży od wieków, w samym mieście od XV w. obowiązywało prawo „de non tolerandis Judeis”, które zniosły dopiero władze zaboru pruskiego w 1812 r. Od tego czasu liczba Żydów zamieszkujących Łomżę rośnie bardzo gwałtownie. Zasiedlali głównie wschodnią część miast pomiędzy Starym Rynkiem a nadbrzeżną wsią Rybaki, która już wcześniej była zamieszkiwana przez Żydów, na co dzień prowadzących swoje biznesy w Łomży. W czasie kiedy rabin Szulewicz zamieszkiwał w Łomży, tamtejsza społeczność przeżywała rozkwit. Gmina żydowska zakupiła kilka działek przy ulicy Senatorskiej, gdzie zamierzała zbudować szpital i inne instytucje żydowskiego życia. Również na rogu ulicy Senatorskiej i Radzieckiej była wolna działka z dużym domem, którą rabini Szulewicz i Myszkowski postanawili zakupić pod przyszłą jesziwę za sumę 10 000 rubli. Została przeprowadzona zbiórka i nieruchomość przeszła na własność rabina ze Stawisk, który oficjalnie pełnił funkcję właściciela. Zabieg taki można tłumaczyć skromnością r. Szulewicza, który chciał podzielić się honorem prowadzenia jesziwy ze swoim przyjacielem. Z drugiej strony był to raczej zabieg praktyczny mający utrudnić pracę carskiej policji. Ponieważ budynek nie był własnością jesziwy łomżyńskiej, a rabinatu w Stawiskach, policja polityczna nie mogła go zamknąć pod zarzutem prowadzenia przez studentów działalności wywrotowej.

Budynek jesziwy w Łomży

Zachowała się jedna z anegdot obrazująca, jak wielkim szacunkiem mieszkańcy darzyli powstającą szkołę i jak hojnie gotowi byli uczestniczyć w jej budowie. Otóż niejaki reb Aszer Kopisker, właściciel cegielni podarował na potrzeby budowy 30 000 cegieł. Najprawdopodobniej wychodząc z założenia, że interesy to nie są sprawy, o których należy rozmawiać przy rodzinnym stole, ten zacny człowiek nie podzielił się tą informacją ze swoją małżonką. Rebecyn Kopisker poczuła się urażona faktem, że mąż nie uwzględnił jej w micwie cedaki na rzecz nowo powstającej jesziwy, z własnej puli podarowała kolejne 25 000 cegieł.

W ten sposób powstaje łomżyńska jesziwa, do której ściągali studenci z całego Mazowsza, Litwy i centralnej Polski. Rabi Szulewicz zajmował się jej prowadzeniem i rozwojem, dobierał nauczycieli i egzaminował nowo przybyłych uczniów. Cześć wykładowców stała się nie tylko częścią jesziwy, ale i rodziny Szulewicz. Posiadając cztery córki, szukał dla nich kandydatów na mężów, którzy mieli w przyszłości pełnić funkcję roszjesziwa. Najstarsza córka Rifka Leja Cyrla wyszła za mąż za rabina Jechiela Mordechaja Gordona. Niestety po roku małżeństwa kobieta umiera. Rabi Gordon udał się do największego autorytetu tamtych czasów, rabina Chofec Chaima z prośbą o radę przy wyborze drugiej małżonki. Chofec Chaim zaleca mu poślubienie kolejnej z córek rabina Szulewicza, 17 letniej Aidel Dwory. Pobierają się jeszcze tego samego roku.

Rabi Gordon oprócz wykładów poświęconych sześciu mesechtom Talmudu i komentarzom Rambama zebranych później w książce Natiwot Jomi, zajmował się również fundraisingiem na rzecz jesziwy odbywając podróże m.in. do Stanów Zjednoczonych. Adel Dwora umiera w 1929 r. mając 42 lat. Zostaje pochowana na cmentarzu w Łomży, gdzie jej macewa stoi do dnia dzisiejszego. Tekst na nagrobku głosi: „Tu leży, dobra i ważna kobieta, bogobojna, która nigdy nie porzuciła drogi Tory, którą podążała z miłością. Jej serce tęskniło za bliskością micwot. Wielki ból powstał w sercu jej męża i dzieci, kiedy opuściła ich w kwiecie wieku. Ze złamanym sercem płacze jej rodzina. Wielu dobrych ludzi pozostało w smutku. Troskliwa matka pięciorga dzieci. W 42 roku życia. Nasza droga i czcigodna matka. Kobieta Aidel Dwora, córka rabi Eljazara Szulewicza, żona rabi Jehiela Mordehaja Gordona.”

Koniec części pierwszej

Tomek Krakowski

 

 

 
Banner
Ostatnio dodane
  • Szawuot 5772/2012
  • Czym jest Szawuot?
  • Wiosenny obiad na Szawuot
  • Jom Jeruszalaim
  • Sport żydowski w przedwojennej Warszawie
  • Paraszat Bechukotaj
  • Szabaton w Kazimierzu
  • Zając z Patagonii
  • Rabin Pash. Paraszat Bechukotaj
  • "Nie jestem moim dziadkiem"
Popularne
  • Kto jest Żydem?
  • Kuchnia żydowska
  • Wystawa zdjęć z warszawskiego getta
  • Gminy i filie ZWGŻ w RP
  • Nagrobki żydowskie
  • B'nai B'rith w Polsce
  • Kaszrut
  • Kultura żydowska w Europie
  • Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP
  • Pesach
Gminy Żydowskie w Internecie
  • Białystok
  • Gdańsk
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Poznań
  • Warszawa
  • Wrocław
Banner

Copyright © 2007 jewish.org.pl. All Rights Reserved. Designed by Wiktor Podgórski. Develop by CrypticStudio

Site supported by: Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, American Joint Jewish Distribution Committee, Euro-Asian Jewish Congress