Przepisów na karpia po żydowsku jest wiele. Niektóre bardziej żydowskie (z kulkami macowymi), inne mniej (z żelatyną wieprzową). Dziś prezentujemy stary i sprawdzony przepis uwieczniony przez niejakiego Zbigniewa Nienackiego. Ojciec Pana Samochodzika, poza powieściami awanturniczo-przygodowymi dla młodzieży, popełnił też popularne swojego czasu dzieło „Raz do roku w Skiroławkach”, które sławę zyskało głównie dzięki wybitnemu opisowi życia seksualnego mieszkańców małej mazurskiej miejscowości. Ale nie tylko dzięki temu. To kopalnia wiedzy kulinarnej i etnograficznej. Że wspomnę choćby piwniczną opowieść o 7 rodzajach kiszonych ogórków. Lub właśnie tajemny przepis na karpia po żydowsku (uważany w niektórych kręgach za najdoskonalszy), który to przepis „jeszcze przed wojną matka Gertrudy dostała od starej Żydówki z Bart.”
„Widziała to Gertruda Makuch oczami, w których pozostawały resztki snu, w jaki wprowadziło ją Joachimowe granie. Otrząsnęła się jednak i szybko na wielkim stole postawiła półmiski z karpiem zrobionym na słodko, w galarecie, wedle tajemnego przepisu, który jeszcze przed wojną matka Gertrudy dostała od starej Żydówki z Bart. Do tej potrawy należało wziąć karpia niezbyt dużego, najwyżej do dwóch kilogramów, obciąć mu głowę, wypatroszyć uważnie, aby nie rozlać żółci. Garnek do przygotowania tej potrawy winien być raczej szeroki i płaski, wypełniony wodą z trzema marchewkami, pociętymi w talarki i dwiema sporymi cebulami pokrojonymi w plastry. Wodę trzeba było zagotować, włożyć do niej rybę podzieloną na dzwonka i potem gotować na bardzo wolnym ogniu, po pół godzinie dodając dwie czubate łyżki cukru, łyżeczkę soli i sporo pieprzu. Tajemnica przedziwnego, słodkiego smaku kryła się w powolnym i niezwykle długim jej gotowaniu, nie krótszym niż dwie godziny, a pod koniec gotowania dodawało się garść zmielonych rodzynków i pociętych w piórka migdałów. Rybę wykładała Makuchowa na półmisek, ale to wówczas, kiedy zupełnie ostygła; przybierała plasterkami marchwi, uprzednio wyrzuciwszy cebule. Potem zalewała ją wywarem z garnka, a właściwie już tylko jego resztką pozostałą po długim i wolnym gotowaniu. Tak przyrządzony karp miał smak słodki i zarazem pikantny, jadło się go rzecz jasna na zimno, zagryzając bułeczką lub chlebem.”
Smacznego!
wysz
Foto:Wikimedia Commons

