Kochani, jest tak: jeść trzeba... to nie ulega wątpliwości. Bez jedzenia świat się nie kręci. Mamy święta i każdemu świętu przypisane są specjalne potrawy lub składniki i dodatki. Dziś trzeci dzień Chanuki, więc co tu wiele mówić - jedzmy tłusto i do syta! Ja zresztą wyznaję zasadę, że zawsze należy jeść do syta. Pączki i latkes - to podstawa. Przepis na latkes znacie, bo podałam niedawno. Pączki jak sądzę również nie są wam obce. Ale nie musimy się ograniczać. Dziś proponuję smażone kurczaki - najlepiej skrzydełka, bo z ich niewielkiej ilości mięsa można wyciągnąć maksimum smaku. A i sam kurczak jest jest cudowny smażony na głębokim tłuszczu. Ech, sama rozkosz. Dietetycy mnie nie poprą, ale do licha z nimi. :)
Bierzemy dorodnego kurczaka i dzielimy tak, żeby nam zostały skrzydełka i nóżki, które tniemy na pół. Piersi zużyjemy potem na sznycle, korpus na rosół, a na razie resztę wrzucamy do marynaty na dwuosobowy obiad.
Marynata: Kroimy czosnek (nie wyciskamy), dodajemy mnóstwo oliwy z oliwek, pieprz czarny, curry , ostry sos paprykowy.
Mościmy w tej marynacie nasze kawałki kurczaka i odstawiamy na przynajmniej 2 godziny.
Kiedy specjał się zamarynuje smażymy na patelni lub w głębokim tłuszczu, aż kurczak będzie chrupki.
Gwarantuję wam pełnię smaku kurczaka! Do tego polecam dla złagodzenia smaku zieloną sałatę z sosem czosnkowym i frytki lub tłuczone ziemniaki.
Ja zwykle zadowalam w ten sposób podniebienie mojego męża. Potem nie może się ruszać z przejedzenia - co niewątpliwie jest dla mnie nienajgorszym komplementem.
Smacznego!!!
Cejtel Bramson

